Nie daj się swoim nawykom!

Wstaję pół godziny przed domownikami, po to by w spokoju wypić poranną kawę. Lubię ją pić w łóżku. Tak więc rano człapię do kuchni, parzę kawę i wracam pod ciepłą kołderkę, gdzie przeglądając wiadomości w telefonie rozkoszuję się ciszą. To jeden z nawyków, którym dobrze rozpoczyna mi się dzień. Jeśli się zdarzy, że muszę go pominąć, odczuwam dyskomfort.

Mówi się, że najpierw to my kształtujemy nawyki, ale potem to one nas kształtują. Pal sześć, jeśli zwyczaj nie jest szkodliwy. Ale fatalnie jeśli jest niezdrowy i uciążliwy, albo ograniczający.

 

Czym są nawyki?

 

Najprościej rzecz ujmując, to czynności, które wykonujemy automatycznie, bez zastanawiania się nad nimi. Dobrze to obrazuje jazda samochodem. Jeśli jesteś początkującym kierowcą każda przejażdżka jest  stresem i wiąże się  z maksymalną koncentracją na wykonywaniu poszczególnych manewrów. Być może panikujesz przed zmianą biegów, blady strach dopada cię w korku, irytuje radio i gadający pasażer. No i co z tym tramwajem na rondzie!?! Albo z limuzyną rządową z mrugającym kogutem!?! Tymczasem z biegiem czasu nabierasz wprawy, gładko włączasz się do ruchu, tramwaj przestaje być blaszanym potworem, i jedynie politycy nadal irytują. Stajesz się kierowcą, który nie boi się użyć klaskonu.

 

Jak myślisz, po co są nawyki?

 

Przeanalizuj przykład z samochodem. Podczas pierwszych lekcji z jazdy możliwe, że byłaś spocona jak mysz. Kosztowało cię to dużo wysiłku. Jak się czujesz wykonując tę czynność dzisiaj? Oczywiście już się nie męczysz.

„Zdaniem naukowców nawyki pojawiają się, ponieważ mózg bezustannie szuka sposobów na ograniczanie wysiłku. Jeśli tylko dać mu wolną rękę, mózg będzie próbował przekształcić każdą rutynową czynność w nawyk, ponieważ to właśnie nawyki pozwalają naszym umysłom na częstszy urlop”, pisze w swojej książce „Siła Nawyku” Charles Duhigg[1]

 

Ręka w górę, kto nie lubi urlopów?

 

Ale zbyt długi urlop może się wiązać z bezczynnością i rozleniwieniem, a jak czytamy w „Sile nawyku” – nawyki to urlop od myślenia. Uuuu! Niedobrze.

To jasne, dlaczego tak trudno nam się pozbyć niekorzystnych manii! Mózg broni się przed wysiłkiem. Nawyk to wygoda i nieskomplikowane procesy, nad którymi nie trzeba łamać sobie głowy. Weźmy pod lupę mój poranny rytuał. Zdarzyło mi się nie raz, że przemknęła mi wątła myśl: „Beata narzekasz na brak czasu, a mogłabyś rano pójść pobiegać zamiast półgodziny wgapiać się w internet i sączyć fusówę” (taką piję). Ale jak napisałam, to jest wątła myśl, i tak niekomfortowa, że zaraz wymyślam tysiąc usprawiedliwiań, by od niej odbiec. Na przykład: półgodziny to za mało, żeby solidnie pobiegać; zimą przed szóstą jest ciemno i zimno; należy mi się trochę przyjemności; musiałabym wieczorem przygotować ubranie, a to kolejny obowiązek, za dużo ich mam etc, etc. Lepiej zostać pod kołderką.

„Problem polega na tym, że twój mózg nie umie rozróżniać między nawykami dobrymi i złymi, więc jeśli wykształciłeś jakiś nawyk niekorzystny, będzie się on czaił, czyhając na właściwe wyzwalacze i nagrody. To wyjaśnia, dlaczego tak trudno wyrobić, na przykład, nawyk regularnego uprawiania sportu lub zmienić dietę”, pisze  Charles Duhigg

 

Jak bezboleśnie i w miarę komfortowo zmienić niedobre nawyki?

 

Najlepiej stopniowo. Krok po kroku. Jeśli słodzisz trzy łyżeczki, zacznij słodzić dwie i pół. Jeśli nie uprawiasz żadnej aktywności fizycznej, zacznij od krótkich spacerów. Wysiądź przystanek wcześniej, zaparkuj trochę dalej, wyjdź na drugie piętro po schodach zamiast windy.

Charels Duhigg pisze również, że najlepiej zmieniać lub nabywać zdrowe nawyki w grupie. Znajdź kogoś, kto się z tobą przejdzie, albo lubi gotować lekko i chętnie się podzieli wiedzą. W  grupie rośnie wiara w to, że zmiana może się udać.

A zatem, aby zmienić nawyki trzeba je najpierw sobie uświadomić, potem chcieć je zmienić, rozłożyć na czynniki pierwsze, zmieniać stopniowo, znaleźć dobrą alternatywę i szukać wsparcia w drugim człowieku.  Jest jeszcze jedna rzecz. Efekt uboczny. Zmiana jednego nawyku może przyczynić się do zmiany całego życia.

„Kiedy ludzie zaczynają regularnie ćwiczyć, nawet rzadko, jak raz w tygodniu, zaczynają zmieniać inne, niepowiązane z tym wzorce w swoim życiu, często nie mając tego świadomości. Zazwyczaj ludzie, którzy uprawiają sporty, zaczynają się zdrowiej odżywiać i stają się wydajniejsi w pracy. Mniej palą i wykazują więcej cierpliwości w relacjach ze współpracownikami i członkami rodziny. Rzadziej korzystają z kart kredytowych i twierdzą, że czują się mniej zestresowani”, czytamy w „Sile nawyku”

Kochani! Czas na powrót z urlopu od myślenia!

 

 

 

 

 

[1] „Siła nawyku”, Charles Duhigg, PWN 2013

 

Felieton ukazał się w magazynie “Wróżka” nr 5/2017